Oddalił się parę
„Oddalił się parę kroków, by ją lepiej widzieć. Theo rozmawiał tymczasem cicho z doktorem.
— Bardzo pana proszę, aby pan otoczył Vincenta szczególną opieką — mówił. — Gdyby pan zauważył najlżejsze symptomy nawrotu choroby, proszę natychmiast zadepeszować po mnie. Muszę być przy nim, gdy on... nie może w żadnym wypadku zostać sam... Wie pan, powiadają...
— Ale co znowu — przerwał doktor, który nerwowo przestępował z nogi na nogę i wskazującym palcem muskał krótką, spiczastą bródkę. — Vincent jest zwariowany, no tak, oczywiście. Ale to nic dziwnego. Wszyscy artyści są po trochu obłąkani, to ich najmilsza cecha. Takich właśnie kocham. Niekiedy sam pragnę być wariatem. Każda niezwykła dusza posiada domieszkę szaleństwa. Wie pan, kto to powiedział Arystoteles.
— Wiem, panie doktorze, ale Vincent jest jeszcze młody, ma lat trzydzieści siedem. Najlepsze lata życia leżą przed nim.
Doktor Gachet zdjął z głowy białą, śmieszną czapkę i z roztargnieniem przejechał ręką przez włosy. . — Proszę być zupełnie spokojnym. Wiem, jak należy postępować z malarzami. Za miesiąc pański brat będzie zdrów jak ryba. Zaprzęgnę go do pracy. Praca go uratuje. Zaraz dzisiaj po obiedzie każę mu zrobić mój portret. Zapomni o swej chorobie.“(5)