Nowości

Budowa domu |Agroturystyka Sudety |Szkoła uwodzenia kraków

Słabe fronty polskie


„Słabe fronty polskie pod naciskiem zmasowanych uderzeń niemieckich szybko rozpadły się na szereg izolowanych grup wojska, oddalonych od siebie i prawie pozbawionych łączności wzajemnej. Występuje charakterystyczne zjawisko fragmentaryzacji pola walki. Nad wyraz niekorzystne ukształtowanie polskiego teatru wojny powoduje wszędzie rażące dysproporcje między użytymi siłami a bronioną przestrzenią i ułatwia znakomicie grę przeciwnikowi, posiadającemu w swym ręku inicjatywę, rozporządzającemu na domiar od początku dwukrotną przewagą liczebną i absolutną przewagą uzbrojenia w nowoczesne środki walki.
W tych warunkach Niemcy przerywali nasze „fronty" z łatwością na wybranych przez siebie kierunkach. Z chwilą tą dowódcy polscy, zagrożeni od czoła, z boków i od tyłu, instynktownie porzucali fikcję linearnych frontów i szukali skupienia sił w rozsądnej proporcji do przestrzeni, stosując często taktykę obrony „na jeża". Drogi były przecięte, komunikacje drutowe pozrywane, radio funkcjonowało z trudem i tylko do czasu skompromitowania szyfrów. W podobnych okolicznościach kierowanie operacjami z głębi stawało się niemożliwe; naprawdę dowodzone były tylko te wojska, gdzie dowódca przebywał wśród oddziałów lub w ich bezpośrednim pobliżu. Na najwyższych szczeblach dowodzenia głównym, jeśli nie jedynym, środkiem łączności stały się awionetki łącznikowe, których zresztą było niewiele. Dokonywały one cudów dzielności, snując się przez przestworza niby bezbronne gołębie pocztowe wśród rojowiska drapieżców. Pomimo ofiarnej pracy naszych lotników i ta droga często zawodziła. Tak na przykład przez cały okres walk, trwających od 11 do 21 września, otrzymałem tylko dwa rozkazy Naczelnego Wodza, przy czym były one niedokładnie streszczone albo na poły zniszczone przez rannego i zagrożonego strąceniem lotnika.“(1)

| Dziesiątego maja 1940 >>>>

Serwery |Rolety zewnętrzne |Tibia