- Ryba suszona - myślała
„— Ryba suszona! — myślała panna dEspard, a mówi — Na zdrowie, panno Ellingsen!
— Na zdrowie!
Panna dEspard zajęta jest swojemi sprawami, dzieli się, badając, między kolegów. Wszyscy oni są mniej lub więcej łysi, zniszczeni staniem lub pisaniem przy biurku, przywiędli w tem rzemiośle bez pracy, najwięcej — zwierzchnik oddziału; ten starzejący się kawaler sam kpi z swej łysiny, gładzi ją rozpłaszczoną dłonią i wskazuje na nią słabość rodzinna, mówi. Elegancki człowiek, pierścień sygnetowy na wskazującym palcu, — śród równych 60bie uchodzi za bywalca zawołanego, za bumlera, ale zgoła jeszcze nie jest abdykowany. Zresztą w domu u siebie wszystko ma odpowiednio do swego stanu — według skromnych środków dwa pokoje i portjera pomiędzy niemi. Ale dla panny dEspard nie jest to człowiek stosowny, zbyt jest oderwany, bez gruntu, bez podstawy, — porzuca myśl o nim.
— Czy nie zatelefonujemy — szepce panna Ellingsen.
— Telefonować Aha, do Bcrtelsena —owszem. Ale panna dEspard zajęta jest swojem, wszystko inne musi zaczekać. Przyczepia się do jednego z kantorzystów, jednego z młodszych w towarzystwie, do człowieka o pospolitym wyglądzie i ze wszystkiemi swe mi włosami. Pochodzi ze wsi, z chłopów, był już w interesie lat siedem, pensja jego wystarcza mu dostatecznie, ale nie raźno jakoś idzie z odkładaniem porządnej sumki na stronę. Panna dEspard wie, iż spekuluje on nieco na uboczu, zmyślny to karjerowicz, chłop po czubki paznogci. Wdzięczny jest zwierzchnikowi oddziału, że i jego zaprosił dziś wieczorem i pije ostrożnie,“(9)