- A co - jakby ocknęła się
„— A co — jakby ocknęła się. — To pan już wraca do Krakowa
— Cha! chciałaby dusza do raju, ale grzechy nie puszczają — rzekł już we drzwiach. — Sprawy! wciąż różne sprawy. Czekam, aż mi czegoś w Częstochowie nie załatwią... A tymczasem muszę w tej Warszawie sterczeć. Cha. Do widzenia pani! Jeżeli pogoda dopisze, to jutro znów przyjdę. Bo naprawdę nie wiem, co z sobą począć.
Milczała... Zeszedł z ganku i skręcił na prawo. Jego letnie „wschodnie" półbuciki pogrążyły się w piasek. Rozsunął jakieś krzaczki, a potem nie śpiesząc jął się wspinać po schodach wiodących na ulicę. Gdy tułów jego był już na poziomie chodnika, posłyszał za sobą ciężkie, potykające się kroki. Ktoś wspinał się za nim. Odwrócił się. I od razu napotkał na czyjś błyszczący wzrok, może zbyt ciekawsko wpatrzony w niego. Dryblas, ubiorem i twarzą przypominający postać z wodewilu Królowa przedmieścia, utykając na jedną nogę, widocznie usiłował go dogonić.
—Masz pan ognia
Najgorsze, że ten drab — mimo że Leon był wcale wysokiego wzrostu — przewyższał go co najmniej o pół głowy. Wciąż miał ciekawskie spojrzenie.
—Niepalący! — odrzekł chociaż w kieszeni miał i paczkę papierosów i zapałki.
Indywiduum, w sposób raczej familiarny, przymrużyło powieki, jakby doń mrugnąwszy. Te te te. Wachicki oddalił się roztargnionym krokiem spacerowicza i dopiero gdy półbuciki jego zadudniły po metalowym chodniku mostu, jeszcze raz spojrzał za siebie. Dryblas jak gdyby ostentacyjnie wystawał koło schodów. Przypadek, czy nie pomyślał Leon.“(3)
<<<< Dziesiątego maja 1940
| Dzięki badaniom Prehna >>>>